Michał Liszcz

warsztat

Backlog: dziennik myśli, który dowozi albo mówi „odpuść”

Od sierpnia każda myśl idzie do jednego pliku. Przegląd robi Claude: skleja wpisy w wątki, daje jedno zadanie i mówi, co odpuścić. Wersja startowa jest na GitHubie, za darmo.

Od połowy sierpnia nie mam listy zadań. Mam jeden plik tekstowy, do którego dopisuję myśli w momencie, w którym wpadają, i przegląd, który robi za mnie Claude. Sto dziesięć wpisów zamieniło się w pięćdziesiąt cztery wątki. Trzy z nich dostały status „odpuszczone” z podanym powodem i żaden nie wrócił. Wersję startową tego systemu, bez moich projektów i klientów, wrzuciłem na GitHub: backlog-starter.

Zapis to nie zadanie

Lista zadań ma jedną wadę: wisi. Każdy wpis patrzy na Ciebie i wymaga akcji, więc po tygodniu przestajesz ją otwierać. Tu wpis niczego nie wymaga. Wpisuję zdanie z samochodu, po nagraniu, w nocy, jednym poleceniem albo zdaniem do asystenta: „zapisz do backlogu”. Plik dostaje datę i godzinę, ja wracam do roboty. Kapsuła czasu, nie zobowiązanie.

Przegląd przychodzi osobno, kiedy jestem gotów, albo rano sam mi się przypomina przy starcie sesji: „przegląd dziś niezrobiony, siedem nieprzerobionych wpisów”. Wtedy Claude czyta nowe wpisy, skleja te o tym samym w jeden wątek, każdemu daje status i jedno zadanie na jedno posiedzenie. Nigdy „przemyśleć X”. Albo konkretny krok, albo parking z warunkiem, kiedy temat wraca.

Najważniejsza część: odpuść, z powodem

Reguły przeglądu każą powiedzieć „odpuść” wprost, gdy zachodzi jedno z pięciu: rzecz już istnieje, zysku nie zmierzę, a koszt tak, wymaga codziennej uwagi przy kilku frontach, nikt nie zgłosił problemu, albo planuję zamiast robić. Pomysł na pętlę wideo do strony z końca sierpnia miał werdykt „robić”. Trzy dni później przegląd napisał: hub jest domknięty linkami, pętla to pół dnia produkcji za materiał ilustracyjny, odpuść. Leży do dziś i nie boli.

Jest też reguła na mój upór. Gdy trzeci raz mówię, że coś jest „mega ważne”, Claude daje trzeci, inny kontrargument. Za czwartym razem pisze „twoja decyzja, wchodzimy” i przestaje kontrować. Powtórzony argument się nie liczy.

Najbardziej użyteczne zdanie, jakie ten system napisał, poszło w bilansie miesiąca: uwaga ucieka w budowanie wokół zadania zamiast w zadanie. Mail do klienta gotowy od końca sierpnia, a w tym czasie przybył skrypt, case study, pętla wideo i post na LinkedIn. Zamknąłem ten temat świadomie i od tamtej pory przegląd o nim nie przypomina. To jest różnica między dziennikiem a listą: lista by przypominała.

Co jest w wersji startowej

Skrypt do dopisywania, trzy pliki (skrzynka, wątki, archiwum), reguły przeglądu dla Claude Code w jednym pliku i skill, który działa od razu po sklonowaniu repo. Do tego opcjonalny skrypt, który przy starcie sesji przypomina o przeglądzie raz dziennie. Wycięte: moje repozytoria, kanały i nazwiska. Zostały reguły: kondensacja, statusy, „odpuść” z powodem, upór liczony do trzech i pytanie, które ratuje przed budowaniem statku kosmicznego do problemu na papierowy samolocik: „jaka jest wersja tego na jedno popołudnie i czego się z niej dowiesz?”.

Bez Claude Code zostaje plik i skrypt. Też działa, tylko przegląd robisz sam.